Moja przygoda z muzyką organową, graniem w kościołach, koncertowaniem, trwa od przeszło półwiecza – już jako piętnastoletni chłopiec dostałem pierwszą posadę kościelnego organisty w filialnej świątyni pw. Św. Stanisława w moich rodzinnych Skierniewicach.

Moje dociekanie prawdy o historii budownictwa organowego, na dawnym i obecnym obszarze Polski, jest niemal półwieczne. Ewidencjonowanie instrumentów, kwerendy archiwalne i biblioteczne pochłonęły mi młodość i wiek dojrzały. Zdołałem opublikować wiele artykułów i książek na takie tematy.

Z niezależnych ode mnie względów nie zdołałem wychować następcy, który miałby podobne moim umiejętności, a przede wszystkim wykształcenie – muzyczne i humanistyczne.

Odkąd wspomnę, kładziono mi kłody pod nogi: nigdy nie otrzymałem jakiegokolwiek wsparcia od zwierzchności przydzielającej stypendia czy granty.

Mając ogromny zasób zebranego materiału z trwogą patrzę na to, co ukazuje się drukiem. Młodzi „badacze” nie mają najczęściej skrupułów tworząc coś na obraz Augiaszowej organologicznej stajni. Wzajemnie piszą sobie pozytywne recenzje, adorują się podczas jakichś sabatów. Oczywiście, są i tutaj wyjątki, bo były zawsze osoby uczciwe, pragnące służyć wiedzą w imię Nauki, będącej przecież dobrem publicznym.

Spotkałem niewielu takich badaczy, wymienię kilku: Pana Kazimierza Parfianowicza, Księdza dr. hab. Antoniego Pietrzyka; nad historią organów w Prusach pracowałem z Panem Janem Jancą, na Śląsku z Panem Wolfgangiem Bryllą. Znakomitą pracę o nowożytnym prospekcie organowym opublikował dr Marcin Zgliński. Z młodszego pokolenia wyróżniłbym Pana Klaudiusza Bieńko czy Piotra Matogę.

Nie chodzi mi o to, by publikować laurki. Prawda powinna obronić się sama.

Korzystając ze zdobyczy internetu, nie czekając na opublikowanie często niewygodnych spostrzeżeń czy recenzji, pragnę doraźnie prostować to, co nieodpowiedzialnie, gołosłownie i bezczelnie ukazuje się drukiem.

Taki jest cel moich działań na tym forum.

Prof. dr hab. Wiktor Zygmunt Łyjak